Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matt. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 18

Oto oddaję w Wasze ręce świeżutki i (mam nadzieję) długo wyczekiwany osiemnasty rozdział, który jest pewnego rodzaju zakończeniem. Pisałam malodramatycznie (szczególnie koncówkę), ale nie popłakałam się, więc Was pewnie tez aż tak bardzo nie ruszy. Życze miłej lektury i pozdrawiam (i zapraszam do zakładki zwiastuny ;))




            Kiedy dotarliśmy do drzwi sypialni Damona, zrobiło mi się słabo. Nie wiedziałam jak zareaguje na moje wyznanie. Szczególnie, że widziałam ten blask w jego oczach. Objął mnie i przyciągnął do siebie, a ja pragnęłam tylko zatrzymać czas w miejscu i nie musieć nic mówić. Jednak nie po raz pierwszy przekonałam się, ze moje życzenia i to, czego pragnęłam miało niewielkie pokrycie w rzeczywistości. Usta Damona znalazły się tuż przy moim uchu.
- Co takiego chciałaś mi powiedzieć?


poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 14

Dobra, dałam ciała. Na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że naprawdę dużo pracuję i gdy wracam do domu, to nie mam ochoty na pisanie. A raczej siły :D bo wieczorami, leżąc w łóżku obmyślam dalszy ciąg przygód Olivii. Nie wiem, czy wiecie, ale romansidło zostało ocenione przez Jaelithe, po przeczytaniu jej oceny postanowiłam zastosować się do rad, których mi udzieliła. Dlatego też w tym rozdziale jest sporo opisów, przede wszystkim chciałam skupić się na otoczeniu i postaciach - nie wiem czy mi wyszło, sami oceńcie. Nie przedłużając - miłego czytania.

            Obudziłam się rześka i radosna, na stoliku nocnym leżało śniadanie, a przez uchylone okno wlatywało do pokoju świeże powietrze. W ekspresowym tempie pochłonęłam przygotowaną jajecznicę po czym przypomniało mi się, że coś mnie ugryzło wczorajszego wieczora. Postanowiłam odwinąć bandaże i sprawdzić jak się ma moja rana, jednak z wielkim zaskoczeniem odkryłam, że na moim ramieniu nie było żadnego bandaża. Ba! Nie było nawet żadnej rany. Jedynie kilka małych blizn. Wychodziło na to, że któryś z wampirów nakarmił mnie w nocy swoja krwią, a to oznaczało, że nie byłam w zbyt dobrym stanie. W jednej chwili zalała mnie fala wspomnień. Matt, April i moja rozmowa z sukkubem. „Pani znisssszczy pannę Piemonte…”

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 12

Jest rozdział, radujmy się :) Chciałam Was wszystkich przeprosić za zaległości na Waszych blogach, obiecuję, ze nadrobię w tym tygodniu :)

            Co niby IM się udało? I kogo miał na myśli ten dupek mówiąc „my”? Walczyły we mnie skrajne emocje, a właściwie sama byłam tymi emocjami. Z jednej strony nienawidziłam go. Nienawidziłam go za zdradę, za to, że mnie zabił, za to, że o mnie nie pamiętał, a z drugiej strony ponad wszystko chciałam go przytulić i powiedzieć jak bardzo mi go brakowało.  Krążyłam wokół mojego uwielbianego wroga lub, jak kto woli, znienawidzonego ukochanego i nie wiedziałam nic. Nie wiedziałam co zrobić, jak reagować na jego obecność, co on zrobi i co stanie się, kiedy zjawi się Bonnie. Bo co do tego, że się zjawi nie miałam żadnych wątpliwości. Kolejnym dezorientującym faktem była współpraca tej dwójki. Przecież się nienawidzili.

czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 8




            Sylwestrowa impreza w Grillu rozpoczęła się już o osiemnastej, a to oznaczało, że miałam dwugodzinny poślizg. No cóż, nie tak łatwo było wybrać kreację na ten wieczór, na którym miałam zamiar olśnić pewnego aspołecznego wampira. Co dziwne, choć z nim o tym nie rozmawiałam to miałam pewność, że się zjawi. Tym razem jednak darowałam sobie wysokie obcasy i moje szpilki miały wysokość jedynie czterech centymetrów. Oprócz tych szpilek postawiłam na klasyczną małą czarną no i płaszcz, który jednak zdjęłam zaraz po dotarciu do Grilla. Włosy rozpuściłam i pozwoliłam im się kręcić jak im się żywnie podobało, a do tego wszystkiego (jakże by inaczej) założyłam na szyję prezent od Damona. Matt podszedł, całując mnie w policzek.
- Tam jest nasza strefa vipów – wskazał kilka połączonych ze sobą, stojących w kącie stolików, przy których siedzieli kolejno Elena, Stefan, Bonnie, Jeremy, Caroline, Tyler i April. Ruszyłam w ich stronę starając się schodzić z drogi roztańczonym parom. Kiedy tylko usiadłam, Bonnie popatrzyła na mnie, zagryzając wargę.

sobota, 15 grudnia 2012

Rozdział 7

Wzorem wszelkich centrów handlowych, Tatis przyspiesza święta! To oznacza, że już dziś zaserwowałam Wam rozdział gwiazdkowy. W tym rozdziale dowiecie się kilku rzeczy i głównej bohaterce i... a zresztą, czytajcie :)

***


            Moje życie w Mystic Falls stało się normalne. Praca, dom i randki (tak randki!) z Dave’m skutecznie zapełniały mi czas. Od czasu do czasu wyskakiwałam na piwo do Grilla, jednak te wypady były jedynie przykrywką do spotkań z Mattem. Pierwszy śnieg spadł dokładnie jeden dzień przed Wigilią, która wypadała w poniedziałek. Dave wyjechał na święta do rodziny i mimo, że proponował mi gościnę odmówiłam. Miałam kota i nie miałam ochoty patrzeć na szczęśliwe rodzinne spotkania. W weekend zrobiłam zapas zakupów, czyli kupiłam pięć butelek wina i trochę jedzenia (między innymi pięć opakowań babeczek w proszku do samodzielnego wypieku), byłam więc wzorowo przygotowana do świąt. Usiadłam z kieliszkiem wina na parapecie w salonie i przyglądałam się pięknie ozdobionym domom. W Polsce tradycja oświetlania budynków na święta była dość młoda, tutaj jednak żaden dom nie miał prawa być nieoświetlony. Żaden, oprócz mojego. Nagle ktoś zapukał do drzwi, kiedy je otworzyłam, zauważyłam zarumienione twarze Matta i April, oraz zupełnie nie zarumienione Stefana i Eleny.

piątek, 30 listopada 2012

Rozdział 5


  Kolejny rozdział :) Wydaje mi się, że jest krótszy niż poprzedni, mimo to obfituje w kilka dość ciekawych (moim zdaniem) scen. Jednocześnie chciałabym Wam zaproponować udział w konkursie organizowanym przez prozaicy.blogspot.com, więcej informacji uzyskacie klikając w button:


   


             Wszystko wróciło do normy i prawie w ogóle przestałam widywać Damona. Rebekah schodziła mi z drogi i nawet przestała dokuczać Elenie  byleby tylko mnie nie widywać. Skupiłam się na pracy, rozwiązując bardziej, lub mniej skomplikowane uczniowskie problemy. Tego dnia umówiłam się z Mattem w grill i naprawdę cieszyłam się na to spotkanie, nie tylko dlatego, że lubiłam Matta.

sobota, 24 listopada 2012

Rozdział 4


Rozdział czwarty. Mam nadzieję, że będzie Wam się go dobrze czytać. Nadszedł ten moment, w którym muszę podziękować moim czytelni(cz)kom za to, że są i komentują moje wypociny. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy i jakiego daje kopa do dalszego pisania! Fajnie by było, gdybyście mi wytykały wszelkie literówki i błędy jakie zauważycie - to na pewno pomoże w jakości opowiadania. No dobra nie smęcę więcej i zapraszam do czytania ;)


Ochłodzenie przyszło z drugim tygodniem października. Wyszłam z domu ubrana w garsonkę, którą zwykle zakładałam do pracy i natychmiast wróciłam. Było zimno, mroźny podmuch uderzył mnie w twarz, kiedy tylko zeszłam z werandy. Pierwszym pomysłem było pozostanie w domu, ale tego niestety zrobić nie mogłam. Chcąc nie chcąc ruszyłam do pracy, starając się nie kulić z zimna przy każdym kroku. Nic z tego. Moje mięśnie zaciskały się, gdy tylko poczułam chłód na którejś partii ciała. Do liceum dotarłam zmarznięta i z czerwonym nosem. Uczniowie patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale do tego akurat rodzaju spojrzenia zdążyłam się przyzwyczaić.

piątek, 16 listopada 2012

Rozdział 3

Nigdy nie lubiłam, kiedy ludzki wzrok i myśli skupiały się na mojej osobie. Niestety apel szkolny był jedną z takich sytuacji, kiedy było to nieuniknione. Dyrektor szkoły krótko mnie przedstawił. Dzięki temu dowiedziałam się, że pochodzę z Richmond i ukończyłam tamtejszy college na kierunku socjologii. Dyrektor wgłębiał się w szczegóły mojej pracy, tłumacząc dlaczego jest ona tak potrzebna uczniom liceum, a ja postanowiłam przyjrzeć się kwiatowi młodzieży Mystic Falls. Odnalezienie Eleny i Stefana nie zajęło mi wiele czasu. Stali z tyłu, trzymając się za ręce i próbowali skupić się na słowach dyrektora, który – nie oszukujmy się – mocno przynudzał. Tuż obok Tyler szeptał coś do ucha Caroline, na co blondynka zmierzyła mnie zaciekawionym spojrzeniem. Bonnie stała nieco z przodu i wyglądała na wyjątkowo rozkojarzoną.

sobota, 10 listopada 2012

Rozdział 2


Zza sennej zasłony dobiegał mnie odgłos walenia do drzwi. Najwyraźniej ktoś chciał się do mnie dostać. Z roztargnieniem pomyślałam, że pewnie kot znów narobił sąsiadce na parapet. No cóż, tyle razy mówiłam jej, by go nie dokarmiała, a ona nie słuchała, więc teraz miała za swoje. Otworzyłam oczy i podniosłam się z kanapy. To był właśnie ten moment, kiedy zorientowałam się, że nie mam kota, nie mam natrętnej sąsiadki zza ściany i w ogóle mam niewiele. Właściwie to powinnam się cieszyć. Jakimś magicznym sposobem znalazłam się w mieście, gdzie pełno jest przystojniaków – z Damonem Salvatore na czele.  Jednak spójrzmy prawdzie w oczy. Nawet jeśli uda mi się go spotkać i nie stanę się jego kolacją, to jakie mam szanse na zainteresowanie go swoją osobą? Marne.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Rozdział 1


            Kiedy minął pierwszy szok, przybył drugi i trzeci, a kiedy i one dały za wygraną i poszły sobie swoją drogą, pozwoliłam mojej dolnej szczęce powrócić na swoje docelowe miejsce i niepewnym krokiem ruszyłam w stronę miasteczka. Miliony myśli kotłowały się w mojej głowie. Pomijając te oczywiście: jak, dlaczego, po co i tak dalej, w zrodziło się kolejne nie tak znowu błahe pytanie. Skoro jestem w Mystic Falls, co wbrew mojemu wybitnemu talentowi antygeograficznemu wskazuje na Amerykę, to jak ja u diabła dogadam się z miejscowymi? Zdecydowanie nie należę do osób kochających język angielski. Chociaż może powinnam określić to inaczej – ja go lubię i chętnie bym się go nauczyła, gdyby był tak miły i nie ulatywał mi z głowy przy byle okazji. Drobny deszcze powoli przestawał być drobny i przybierał na sile, a ja pełna zwątpienia powoli pokonywałam dystans dzielący mnie od znajomych budynków. I znów kolejna porcja pytań. Gdzie pójdę? Czy w Mystic Falls jest jakiś przytułek dla bezdomnych? W serialu nie było o tym mowy, a ja nie do końca byłam pewna czy aby na pewno znajduję się w tym serialowym miasteczku. Z każdym krokiem próbowałam przekonać siebie, że jakoś to będzie. To co mi się przydarzyło to zapewne sen. No tak, w końcu ten bandzior porządnie zdzielił mnie po głowie. W takim razie pewnie leżę teraz w śpiączce, a to co się dzieje, to tylko zwykłe majaki. W porządku, tylko skoro to majaki, to czemu jest mi u diabła tak zimno?!