Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pocałunek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pocałunek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 16


 Od siebie mam do dodania tylko tyle, że: Ten rozdział jest dowodem na to, iż moje opwiadanie zyje własnym życiem.
życze Wam miłej lektury i dziękuje osobom, którym chce się komentowac moje wypociny :0 Naprawdę gdyby nie Wy to nie miałabym ochoty więcej pisać :)

 

            Światła były zapalone, a w powietrzu unosił się zapach gotowanej kiszonej kapusty, albo po prostu czegoś skiśniętego. Położyłam dłoń na przytwierdzonym do paska mieczu, gotowa w każdej chwili wyciągnąć go i stanąć do walki z Lilith. Jednak pomieszczenie było puste. Umyte i wypolerowane szklanki stały równo ustawione na półce za barem, krzesła były pozakładane na stoliki, słowem – czysto i schludnie. Żadnych śladów działalności jakiegokolwiek demona. Oprócz tego smrodu, ale kto by się przejmował smrodem? W pewnym momencie ciszę przeciął dźwięk bili toczącej się po stole bilardowym, odruchowo spojrzałam w tamtą stronę – bila powoli dotoczyła się do końca stołu i zatrzymała przy ściance.
- Czekam! – Krzyknęłam, starając się nadać swojemu głosowi nutkę pewności. Chyba się nawet udało.

piątek, 15 lutego 2013

Rozdział 11



            Byłam jakby otoczona jedwabistym kokonem. Wszelkie odgłosy i obrazy docierały do mnie zza grubej, mlecznej kotary. Miejsce, w którym się znajdowałam było ciche i przytulne, chciałam zostać tu na zawsze. Miałam święty spokój, nic mnie nie denerwowało, nie przerażało, na niczym mi nie zależało. Jakąś małą częścią swojego jestestwa skupiłam się na narządzie wzroku. Widziałam mężczyznę leżącego na podłodze, jego twarz wykrzywiały ból i wściekłość. Widziałam krew i drobną kobiecą dłoń rozdzierającą klatkę piersiowa mężczyzny. Ten widok miał w sobie coś niepokojącego, a ja nie chciałam być niepokojona. Wróciłam do swojego azylu. Do miękkiego i cichego zakątka we własnym ciele, gdzie mój umysł mógł czuć się bezpieczny.

sobota, 15 grudnia 2012

Rozdział 7

Wzorem wszelkich centrów handlowych, Tatis przyspiesza święta! To oznacza, że już dziś zaserwowałam Wam rozdział gwiazdkowy. W tym rozdziale dowiecie się kilku rzeczy i głównej bohaterce i... a zresztą, czytajcie :)

***


            Moje życie w Mystic Falls stało się normalne. Praca, dom i randki (tak randki!) z Dave’m skutecznie zapełniały mi czas. Od czasu do czasu wyskakiwałam na piwo do Grilla, jednak te wypady były jedynie przykrywką do spotkań z Mattem. Pierwszy śnieg spadł dokładnie jeden dzień przed Wigilią, która wypadała w poniedziałek. Dave wyjechał na święta do rodziny i mimo, że proponował mi gościnę odmówiłam. Miałam kota i nie miałam ochoty patrzeć na szczęśliwe rodzinne spotkania. W weekend zrobiłam zapas zakupów, czyli kupiłam pięć butelek wina i trochę jedzenia (między innymi pięć opakowań babeczek w proszku do samodzielnego wypieku), byłam więc wzorowo przygotowana do świąt. Usiadłam z kieliszkiem wina na parapecie w salonie i przyglądałam się pięknie ozdobionym domom. W Polsce tradycja oświetlania budynków na święta była dość młoda, tutaj jednak żaden dom nie miał prawa być nieoświetlony. Żaden, oprócz mojego. Nagle ktoś zapukał do drzwi, kiedy je otworzyłam, zauważyłam zarumienione twarze Matta i April, oraz zupełnie nie zarumienione Stefana i Eleny.