I kolejny rozdział, z którego nie jestem zbyt zadowolona, ale może Wam się spodoba :) Z ciekawostek - dziś są imieniny Klemensa (tak tak, sprawdźcie w kalendarzach) więc myślę, że data na publikację rozdziału jak najbardziej trafna. Gdybym miała podzielić to opowiadanie na części, to mogłabym śmiało stwierdzić, że część druga rozpoczęła się już w poprzednim rozdziale. W tym natomiast pojawi się kolejny bohater serialowy i mam nadzieję, że moja kreacja tego pana przypadnie Wam do gustu. Z dobrych wieści: mam napisane kilka linijek rozdziału 14-go jest więc szansa, że pojawi się on w mniejszym odstępie czasowym niż ten :). Nie przedłużając - zapraszam na rozdział 13-ty.
Przepłakałam pół nocy. Tak, dokładnie tak.
Dokoła sukkuby panoszyły się w ciałach moich koleżanek, wysysając z moich
przyjaciół życiową energię, ja spędziłam
noc na płaczu i użalaniu się nad sobą. Byłam egoistką, zapatrzoną w siebie i
swoje problemy. Czułam się z tym
okropnie i chciałam przestać, ale cały czas miałam przed oczami twarz Damona. W
uszach brzmiały mi jego słowa o tym jak bardzo mnie nienawidzi. Gdybym nie była
wtedy zrozpaczona, niechybnie porównałabym tą sytuację do dialogu Króla Juliana
z Melmanem, ale cóż. Rozpacz wzięła górę. On nic nie rozumiał.